Skitury, Turystyka

Salewa i alpejski diament dzień 1

Brzmi jak tytuł bajki? Bo w sumie to była bajka, a raczej marzenie, które się nieoczekiwanie spełniło. Czasem warto „stanąć do walki” i, jak mawiała koleżanka z naszego alpejskiego „Dream Teamu”, trzeba uważać na to o czym się marzy, bo może się spełnić. Cieszę się zatem, że tym razem zupełnie nie uważałam 😉

Valley in Otztaler Alps
Jedna z obszernych dolin koło Obergurgl-Hochgurgl

Połowa marca, w dolinach już wiosennie, ale im wyżej się wspinam krętą drogą tym bardziej wkraczam w zimowy świat. Mijam kolejne otztalskie wioski. Niezmiennie mnie fascynuje tutejsze ukształtowanie terenu i regionalna architektura, która doskonale się w ten pejzaż wpisuje.

Wjeżdżam do Sölden, jednego z bardziej znanych ośrodków narciarskich. Tu jeszcze szczyt sezonu. Narciarze po każdej stronie drogi, sklepy kuszą nowościami i „górsko-narciarską modą”, wypożyczalnie przeżywają oblężenie, tam i z powrotem krążą ski busy, z których wysypują się na przystankach miłośnicy 1 i 2 desek. Jednakże to nie mój cel, więc jak tylko mijam tabliczkę miejscowości przyspieszam, bo ciekawość gna mnie wyżej i wyżej. Wreszcie jest – Obergurgl, a następnie Obergurgl-Hochgurgl zwanym alpejskim diamentem. Rzeczywiście miejscowość jest przepięknie położona, otoczona majestatycznymi szczytami i jest ostatnią miejscowością na drodze, która wyłącznie latem, prowadzi przez góry do Włoch. Jak na kurort narciarski przystało oferuje bogaty wybór kolejek, wyciągów i tras o różnych trudnościach, także dla najmłodszych. Możliwa jest też jazda off-piste. dodatkowo to doskonała baza wypadowa w góry, latem na trekking, wspinaczkę czy via ferraty, zimą natomiast na skitury i zimowe wspinanie, także lodowe. Doskonałe warunki gwarantuje specyficzny mikroklimat i bliskość kilku lodowców. Nartami można się cieszyć przy dobrym sezonie do końca maja. Do tego hotele, pensjonaty, restauracje, apres-ski, wypożyczalnie i serwisy sprzętu, szkoła narciarska i biuro przewodników górskich.

Ale wracając do opowieści…

Szukam ekipy i aut oznaczonych logiem Salewa na parkingu, nie widząc dzwonię do Lidki, żeby upewnić się, że dobrze trafiłam. Prawie dobrze, jeszcze kilkaset metrów krętej uliczki, mały placyk z globusem czy kulą, z trudem zdobyte miejsce parkingowe i jest! Dotarłam na miejsce zbiórki. Widzę Lidkę. Witamy się i przygodę czas zacząć.

Na miejscu krzątanina. Mieszanka języków, śmiechy, różne akcenty i „kupa szpeju”, ludzie wchodzą i wychodzą, przepakowują się. Odnajduję stolik, przy którym już czeka Anna z pokonkursową papierologią. Podpisuje kilka dokumentów i otrzymuje mój zestaw wraz z kilkoma dodatkowymi rzeczami z wypożyczalni (nie doczekałam się jeszcze swojego ABC lawinowego).

Magda Tracz (7)

W międzyczasie poznaję kolejnych uczestników, organizatorów i przewodników. Z ogólnego zgiełku dość mocno wyróżnia się grupa włosko i niemieckojęzyczna.  Idę do sali przymierzyć ciuchy i przepakować plecak. Po chwili wszystko jest gotowe i spotykamy się już wszyscy w komplecie na oficjalnym otwarciu zimowego obozu Salewa Get Vertical. Kilka słów od organizatorów i przewodników i czas ruszać. Zostawiamy autka w bezpiecznym miejscu i biegniemy do kolejki.

Pogoda nie rozpieszcza. Lekka mgła, mocny wiatr i drobny śnieg. Zapinamy narty i po krótkim zjeździe zakładamy foki i kontynuujemy marsz do schroniska Langtalereckhutte (2450 m n.p.m.). Podejście nie nastręcza problemów. Jest dobrze oznaczone i przetarte, a do tego dość łagodne. Pierwsze rozmowy i wrażenia. W dobrych nastrojach docieramy na miejsce.  Zostawiamy narty i buty w przedsionku, wszystko na wyznaczonych miejscach. Kto nie ma swoich, może użyć schroniskowych kapci;) Po chwili zostajemy podzielni na pokoje. My z Lidką lądujemy w pokoju z kolegami z Włoch. Jest chwila na ogarnięcie w pokoju.

Magda Tracz (8)

Chwilę potem wszyscy spotykamy się w jadalni, w oczekiwaniu na pierwszą wspólną kolację. Jest czas porozmawiać i nieco lepiej się poznać, a dłuższą chwilę potem już serwują nam kolację, oczywiście regionalną:) mniam:) w międzyczasie przewodnicy dokonują podziału na grupy, w których będziemy działać w kolejnych dniach.

Niesamowitym jest to, że każdy z nas jest inny, a jednak jesteśmy podobni. Skupia nas wspólna pasja do gór. Każdy ma inne doświadczenia, ale chętnie dzieli się nimi z resztą. Nasz stolik jest najbardziej różnorodny. Mamy tutaj Czecha, Austriaka, Szwajcara, 2 Polki i dwójkę z Niemiec. Na rozmowach przy i pomiędzy stolikami upływa nam miło czas do późnego wieczora, a jutro…witaj wielka przygodo!:)

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s