Skitury, Turystyka

Salewa i alpejski diament dzień 2

 

Dzień drugi rozpoczął się pożywnym śniadaniem. Po chwilowej krzątaninie wszyscy byli gotowi do wymarszu. Plecak spakowany, szpej na lodowiec zabrany, foki na narty i ruszamy. Naszym przewodnikiem dzisiaj jest Gabriel, pogodny, świetnie znający okolicę i swój fach przewodnik, z całkiem długim stażem, jak na swój młody wiek.

Pogoda nie zachęcała zbytnio, ale prognozy obiecywały wyraźną poprawę. Póki co czekało nas dość strome podejście na wprost od schroniska, które w sporej części schowane było za mgłą i gęsto padającym drobnym śniegiem.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Zaczęliśmy żwawo podchodzić zakosami. Okazało się, że nie jest zbyt trudne, choć kilka osób zaliczyło małe wpadki i upadki. Po dłuższym marszu znaleźliśmy się na rozłożystym wypłaszczeniu, gdzie ku naszej uciesze zaczęło rozwiewać mgłę i chmury, a „dziury w niebie” zapowiadały rychłe wypogodzenie.

fullsizeoutput_15d0

Widoki robiły się coraz to piękniejsze. Sunęłam dość miarowym krokiem napawając się ciszą i tym co coraz śmielej ukazywało się moim oczom.

fullsizeoutput_15c3

Pogoda zaczęła się poprawiać dość szybko. Mgły opadły, chmury się rozwiewały, a słońce coraz to mocniej piekło. Gogle można było zamienić na okulary (koniecznie z wysokim filtrem, lustrem i osłonami bocznym, bo światło operowało bardzo mocno), a czapkę na opaskę. Kurtka także wylądowała w plecaku.

Błogą ciszę przerwał odgłos nadlatującego drona;) Zmierzałam śmiało do rozstaju i tam przystanęłam, aby poczekać na moich towarzyszy. Była zatem chwila, by nacieszyć oczy i ukoić pragnienie oraz wykonać kilka fotek oczywiście:)

IMG_9067

Od rozstaju czekało nas niezbyt strome, ale długie podejście w stronę celu – grani prowadzącej na Mittlerer Seelenkogel. Nóżka za nóżką „foczyliśmy” przez rozległe śnieżne pola, co dość ładnie uchwycił dron:) Widoki upajały. Co jakiś czas słychać było krótkie rozmowy lub podśpiewywanie, ale generalnie napawaliśmy się ciszą.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Po pewnym czasie doszliśmy do granicy niewielkiego lodowca. Mały postój na łyk herbaty, sklarowanie liny i założenie uprzęży i dalej w górę, bo czas płynął nieubłaganie, a grań zachęcała, aby przejść choć kawałek.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Minęliśmy 3000 m n.p.m. Czułam, że miarowy oddech stał się jakby głębszy, ale to wszystko. Jeszcze kawałek i sięgniemy podnóży grani. Słońce mocno operuje, ale im bliżej grani tym bardziej czuło się śmiałe podmuchy wiatru.

Dotarliśmy na miejsce. Szybka „przebiórka” na raki i dodatkową warstewkę, przewiązanie liną i cząstkę czekolady. Ruszamy. Dwie dziewczyny zdecydowały się zostać, reszta grupy ruszyła na grań.

Skała generalnie dobrze trzymała i opierała się dzielnie rakom, choć miejscami była krucha. Wybrany kawałek grani pokonaliśmy dość sprawnie. Czasem tylko miałam wrażenie, że brakuje mi nóg na długości 😉

Na końcu przepięliśmy się do zjazdu i osoba po osobie schodziliśmy do podstawy grani, a stamtąd do miejsca wymarszu, żeby tym razem zapiąć już narty do zjazdu.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Ten był długi i wymagający, choć dopiero w drugiej połowie. Ta pierwsza to istna bajka. Rozległe, lekko pofałdowane, dziewicze pola śnieżne, puch i sama radość. Wraz z utratą wysokości i postępem dnia konsystencja śniegu się zmieniała. Dodatkowo musieliśmy pokonać dość długi trawers po nasłonecznionym i mocno nachylonym stoku. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że stąpamy po tzw. cienkim lodzie. Nasz doświadczony przewodnik szybko przypomniał nam zasady bezpiecznego poruszania i nadzorował postępy. Gęsiego, osoba po osobie „przeskakiwaliśmy” możliwie jak najsprawniej z grzędy na grzędę. Za kolejną z rzędu jeden z kolegów podciął niewielką lawinę. Na szczęście sam znajdował się już w bezpiecznym miejscu.

Prawdę mówiąc pierwszy raz widziałam lawinę na żywo i z tak bliska, nie ukrywam zrobiło wrażenie;) jednakże szybko przypomniałam sobie wyuczone na kursie lawinowym sposoby postępowania i dodatkowo starałam się po prostu wykonywać polecenia Gabriela. Przyspieszony na chwile puls zwolnił, a dalsze kroki następowały dość mechanicznie w myśl powtarzanej w głowie regułki – byle do kolejnej grzędy 😉 I tak zeszło, aż minęliśmy pechowy trawers w całości. Do pokonania został już tylko jeden długi zakręt oraz ostatnia prosta, aby na horyzoncie ukazało się nasze schronisko.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Gdy tam dotarliśmy, wciąż mocno palące, popołudniowe słońce zachęcało do skorzystania z tarasu i wygrzania się w jego ciepłych promieniach. Przybiliśmy piątkę z Gabrielem, podziękowaliśmy mu za świetną turę i niewiele myśląc usadowiliśmy się przy stoliku, na którym w momencie zaroiło się od herbat, coli i przegryzek, aby jakoś dotrwać do kolacji i podreperować ubytki energetyczne 😉 W końcu przeszliśmy ok. 11 km i pokonaliśmy ok. 1000 m przewyższenia i wdrapując się na ok. 3300 m n.p.m. na grani.

Zanim jednak zasiedliśmy jak zawsze do wspólnej kolacji, trzeba było jeszcze rozbić obozowisko. Tak, to dzisiaj właśnie przypadała noc w namiotach, oczywiście dla chętnych. Nie omieszkałam skorzystać. Gdy tylko wysechł ostatni włos na głowie, zarzuciłam kurtkę, kaptur, buty i pobiegłam za koleżankami – Cateriną i Leną.

Z zadaniem rozbicia namiotu poradziłyśmy sobie dość szybko i sprawnie 😉 Najpierw trzeba było wykopać platformę, rozbić namiot i umocować odciągi (dość nietypowe: z nart, łopat itp. gdyż zwykłe śledzie w śniegu nie działają:)), a następnie okopać całość i uformować schodek. Całości dopełniło dmuchanie mat i przytaszczenie śpiworów. Cały sprzęt zapewniła oczywiście Salewa, dbając tym samym, abyśmy noc przespali wygodnie i ciepło (śpiwór w komforcie do -14°, w ekstremie nawet do -32° i obszerna, ale lekka mata samopompująca).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Po pożywnej kolacji, wypełnionej gwarem i opowieściami z dzisiejszego dnia, w różnym tempie udawaliśmy się na spoczynek. Ciepłe ciuchy i cudownie grubiutki, puchowy śpiwór pozwoliły dość szybko zasnąć. Żałowałam tylko, że nie zabrałam stoperów do uszu, bo ze snu wyrywały mnie kilkukrotnie, acz skutecznie samoloty, których odgłos echem niósł się po okolicy 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s