Skitury, Turystyka

Skitury, raclette, lawinowa 5ka i ser emmentalski ;)

Sylwester i Nowy Rok, prawie po 3 Króli udało mi się spędzić w doborowym, „klubowym” towarzystwie na pograniczu Francji i Szwajcarii, nieopodal słynnej Genewy.  Plan był dość oczywisty: góry, tury i zwiedzanie.

Z końcem grudnia zatem zapakowałyśmy szczelnie „Żuczka” i dokręconą do niego „trumnę” i po małych przebojach z dopompowaniem kół na stacji oraz feralnym przystankiem we Wrocławiu, ruszyłyśmy w wielki świat. 4 kobiety, jedno auto, mnóstwo szpeju, kanapki, termosy, cukierki kawowe i…wszędobylskie jajka na twardo (wyjazd bez jajka wyjazdem straconym:)). Zmiany za kierownicą następowały sprawnie, co około 5-6 godzin. Droga dość długa, bo niemal 1500 km, minęłaby zatem dość sprawnie gdyby nie korki w Szwajcarii. Prześladowały nas niemalże od wjazdu do tego kraju.

Testowałyśmy przed wyjazdem różne opcje palcem na mapie, ale padło na drogę przez Niemcy, wprost do celu. Jedynym zaskoczeniem były publiczne toalety na przyautostradowych parkingach w stanie mówiąc krótko dość opłakanym w większości. Wchodziło się na wdechu unikając dotykania czegokolwiek 😉

Dotarłyśmy na miejsce popołudniu, więc starczyło czasu na przywitanie z gospodarzem, wspólne zakupy i zaplanowanie pierwszej wycieczki, a po niej zabawy sylwestrowej. Swoją drogą chapeau bas dla gospodarza za to, że na niewielkiej powierzchni ugościł 4 baby ze szpejem i nie zginął z rozpaczy 😉

Tura na La Dolé

Nazajutrz po sowitym i późnym śniadaniu wyruszyliśmy na podbój tutejszej Jury. Zabawne jest to, że poruszając się po okolicach granice francusko-szwajcarską mija się co chwilę, to jedną, to drugą 🙂 Znamienitym jest też to, że wszyscy tutaj przestrzegają przepisów, a znaki ograniczenia prędkości są dość częstym widokiem. Dobrze jest dostosować się do tego i zdjąć nogę z gazu zawczasu, bo konsekwencje mogą być dość kosztowne, a taryf ulgowych brak;)

Wyskrobaliśmy się po krętych uliczkach wiosek do punktu widokowego, gdzie naszym oczom po raz pierwszy ukazała się tafla jeziora i masyw Mont Blanc w tle. Imponujący to widok. Po kilku „sweet fociach” ruszyliśmy dalej, żeby po chwili znaleźć się koło niewielkiej, ale uroczej stacji narciarskiej przy La Dolé. Plan był taki, aby rozruszać nieco kości i przewietrzyć foki po podróży. Dodatkowo byliśmy tuż przed zabawą sylwestrową, więc cel może średnio ambitny, za to widokowy i dobry dla kondycji.

Fajnym jest to, że nikt tutaj nie przegania skiturowców, którzy podchodzą bokiem stoku. Warunek jest jeden – nie przeszkadzać sobie nawzajem i nie powodować niebezpiecznych sytuacji, a wtedy wszystko jest w najlepszym porządku.

dav

Zatem ruszyliśmy gęsiego. Po około godzinie boczkiem, boczkiem byliśmy już na górze. Dość mocno tu wiało. Odpięliśmy narty, żeby wspiąć się kawałek na sam szczyt i pozachwycać rozległą panoramą z Blanc’kiem w samym jej centrum.

fullsizeoutput_13a9

fullsizeoutput_13d4

Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, więc po „chwili dla reportera” zwinęliśmy manatki z góry, zapięliśmy narty i częściowo poza, a częściowo po trasie zjechaliśmy na dół.

Reszta dnia upłynęła na przygotowaniach do zabawy sylwestrowej, a wieczór na wspólnych tańcach hulańcach, w końcu nie samymi turami żyje człowiek;)

Noworoczna Genewa

Nowy Rok rozpoczął się nieśpiesznie i zszedł na zwiedzaniu Genewy. Trochę nas rozczarowała. Stare miasto przyjemne, ale znam znacznie piękniejsze miasta. Najciekawszym miejscem było miejsce połączenia dwóch rzek, „niebieskiej” Rodanu i „białej” Arve, która niesie osady z lodowców, co wpływa na jej charakterystyczny kolor. Przyznam, że wygląda to dość niezwykle.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Nareszcie na nartach. Tura na Aiguille Verte

W kolejnym dniu pogoda okazała się nieco łaskawsza, choć nadal utrzymywała się lawinowa 3ka. Podjęliśmy jednak decyzję o ruszeniu na tury.

Krętymi drogami dojechaliśmy w okolice Samance i wioskami dojechaliśmy do miejsca, z którego udaliśmy się już pieszo na szlak.

fullsizeoutput_1404

Śniegu masa, ale ślad już ktoś założył. Idziemy narta za nartą, na początku dość łagodnie, rozległymi polami śnieżnymi. Potem nieco stromiej, zakosami pniemy się do góry w stronę przełęczy. Stoki Aiguille Verte du Chinaillon nie wyglądają dziś bardzo bezpiecznie. Widać stare lawinisko i jedno dość mocne pęknięcie na stoku, więc obchodzimy go boczkiem. docieramy do przełęczy, ale widząc nie do końca sprzyjające warunki podejmujemy decyzję iść jeszcze kawałek w drugą stronę, od szczytu, granią i po kilku pagórach zawracamy.

fullsizeoutput_13fd

fullsizeoutput_1407

Na przełęczy przepinamy się i następuje najmilszy moment – zjazd. Śnieg mimo lekko dodatniej temperatury utrzymał puszystość. Zapadamy się miejscami po kolana, więc skręt wymaga pracy 😉 Dojeżdżamy do małego progu. Postanawiam go pokonać zeskakując, ale ląduje w masie śniegu. Powrót przez próg nie należy do najłatwiejszych mimo, że ma może niecałe 2 m. Za każdym krokiem śnieg osuwa się spod nóg, więc robię sobie stopnie ubijając go co krok. Po kilku minutach i mocnych słowach rzuconych pod nosem pokonuje próg i ruszam przez pole śnieżne dalej. Znów chwila fajnego, kopnego zjazdu i pojawiają się pierwsze zabudowania. Jeszcze kilka skrętów między choinkami i dojeżdżamy do rozwidlenia drogi ze szlakiem, z którego ruszaliśmy.

Fajna, nietrudna tura, godna polecenia, z całkiem przyjemnym i długim zjazdem.

fullsizeoutput_1403

Po powrocie pałaszujemy lokalny kaloryczny, serowy przysmak – raclette i snujemy plany na kolejne dni. Pogoda nie nastraja optymistycznie. Wraz temperaturą i opadami rośnie dość gwałtownie zagrożenie lawinowe. Plan poważniejszej tury odsuwa się coraz dalej. Postanawiamy zatem pozwiedzać, a potem wypróbować lokalną ściankę wspinaczkową.

Grand Tour wokół Jeziora Genewskiego

Kolejnego dnia zatem ruszamy w trasę wokół Jeziora Genewskiego. Pierwsze na naszej trasie jest nieduże, urokliwe miasteczko – Rolle – z małym, z prześlicznym zameczkiem. To tu na chwilę wychodzi słońce, a na plaży spotykamy bardzo odważnego łabędzia, który ewidentnie nas zaczepia 😉

sdr

Następny przystanek to Lozanna, z której niestety nie za wiele zobaczyłyśmy, bo lunął taki deszcz, że trzeba było przebiec szybko do katedry, zwiedzając przeczekać najgorsze i przez słynny most ruszyć z powrotem, zahaczając o kawałek starego miasta. Najsłynniejsze zabudowania olimpijskie mamy na wyciągnięcie ręki, bo właśnie tuż obok udało nam się zaparkować.

Z Lozanny odbijamy nieco na północ i jedziemy w najbardziej urocze zakątki – Gruyeres i Broc, a potem przez Montreux do domu.

Gruyeres to niewielka miejscowość słynąca z wyrobu doskonałych, regionalnych serów, według tradycyjnych przepisów oraz muzeum sera. W rzeczy samej produkty są wyśmienite, a zapach sera unosi się niemal wszędzie. Sama mieścina też chwyta za serce. Maleńkie, malownicze kamieniczki otaczają mały ryneczek i jedną ulicą, przez bramę, prowadzą na zamek. Wszystko w otoczeniu dość stromych, choć nie bardzo wysokich gór. Nieopodal jest kolejna miejscowość – Broc, w której z kolei znajduje się słynna fabryka czekolady – Maison de Cailler. Niestety jest juz za późno na zwiedzanie, ale na zakupy na szczęście nie 🙂 Wracamy z siateczkami pełnymi pyszności. Zapewne każdy z Was kojarzy z dawnych czasów słynne logo oraz oldschoolowe puszki i papierki na czekoladki z pyzatymi buziami dzieci.

 

A jak nie narty, to co?

Następnego dnia budzi nas ulewny deszcz. Plan ze ścianką wydaje się wprost idealny. Mijamy to francuską, to szwajcarską granicę i po chwili autostradą dojeżdżamy do centrum handlowo-rozrywkowego Vitam Migros Park  w Neydens, którego środkową część zajmuje spory klub sportowy. Dużą część zajmuje ścianka wspinaczkowa z 160 drogami i 2 bulderowniami. W przerwie zakupowej można popatrzeć jak inni „łoją”.

fullsizeoutput_140b

fullsizeoutput_1406

Spory ruch. Ludzie od lat 5 do 65. Duży wybór dróg i trudności. Zacnie jednym słowem. Spędzamy tam dobrych kilka godzin i choć w ten sposób gasimy pragnienie zdobywania 😉

„Podczas deszczu dzieci się nudzą”, jak jest lawiniasto też nie;)

Następny dzień budzi nas wiadomością o lawinowej 5 w Chamonix i okolicach. Z trudem godzimy się z myślą, że już nic wielkiego nie zdziałamy i na otarcie łez ruszamy w kolejną podróż. Tym razem celem jest Fryburg, Berno i dolina Emmentalu.

Fryburg podoba nam się najbardziej ze wszystkich dotychczasowych miast. Stare urocze miasto z zabytkowym mostem, uroczym centrum i okalającą go wstęgą rzeki. Berno robi dobre wrażenie, jak na stolicę przystało. Niestety misie odmawiają pokazania się, więc zawracamy i przechadzamy się po starym mieście i głównej ulicy. Jednakże największe wrażenie robi na nas dolina Emmentalu.

Łagodnie pofalowane pagórki, porośnięte to lasami, to zieloną trawą, na której pasą się krowy. Charakterystyczna zabudowa drewniana. Docieramy do serca doliny, w której to od lat produkuje się tradycyjnymi metodami i według starych receptur słynny dziurawy ser – Emmentaler. Można zobaczyć jak się go produkuje i leżakuje, można dokonać zakupu serów o różnym stopniu dojrzałości oraz innych produktów mlecznych, a następnie zobaczyć wnętrze tradycyjnej chaty. Doprawdy urocze i niezwykle smaczne miejsce. Wracamy pełne pozytywnych wrażeń.

Następnego dnia, ostatniego, czeka nas wizyta w mekce narciarskiej i wysokogórskiej, czyli w Chamonix. Pogoda robi się wprawdzie piękna, jednakże komunikaty nadal straszą 5ką. Faktem jest, że niemal każdy żleb wyjechał z mniejszą lub większą lawiną. Decydujemy się zatem już zupełnie turystycznie wjechać na Le Brevent i chociaż ponapawać się widokami majestatycznego masywu Mont Blanc. Robi ogromne wrażenie.

iIfkBArYT0SdKrMayOgM3Q

IMG_8167

Przechadzamy się jeszcze po tamtejszych „Krupówkach”, niektórzy robią zakupy, oczywiście szpejowo-ciuchowe 🙂 i ze smutkiem żegnamy się ze Szwajcarią, jednakże z planem powrotu i podziałania znacznie więcej w górach oraz mając nadzieję, że kolejnym razem pogoda będzie dla nas łaskawsza.

dYE0Mip2ReWWnuBlX6WOCw

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s