Skitury, Turystyka

Lawinowo i wietrznie po Tatrach Zachodnich

Dziś to byłoby już niemożliwe z racji na wprowadzony w ostatnio zakaz działalności narciarskiej w Tatrach Zachodnich (wiosna i brak ciągłej pokrywy śnieżnej, zagrażający budzącej się do życia po zimie przyrodzie), ale jeszcze lekko ponad dwa tygodnie temu można było podziałać i przeprowadzić klubowe (www.kw.krakow.pl) doszkalanie z zagadnień lawinowych. Szkolenie jak zawsze poprowadził Tomek, nasz klubowy kolega i specjalista IMGW w tym zakresie, przewodnik tatrzański i międzynarodowy przewodnik górski UIMLA, na stale związany ze Szkołą Górską Morskie Oko.

IMG_9287

Doszkalanie podzielone było na 2 dni. Szczęściarzom udało się zaliczyć oba wyjścia, ja z racji na pracę dołączyłam drugiego dnia. Nasze poszukiwania śniegu zbiegły się z krokusowym pospolitym ruszeniem w dolinach. Na dojeździe do Chochołowa mimo wczesnych godzin zrobiło się tłoczno, a parkingi wypełniały się błyskawicznie mimo horrendalnych cen.

Dzień zapowiadał się piękny, ale wietrzny. Tomek przygotował zatem kilka wariantów, żeby mieć wybór.  My mieliśmy znać stopień zagrożenia i jego ewentualny kierunek rozwoju oraz zagrożone wystawy. To było pierwsze z pytań jakie się pojawiły po zbiórce  i przywitaniu. Naszym zadaniem było obserwowanie i przewidywanie oraz omawianie ewentualnych zagrożeń związanych z warunkami, rzeźbą terenu i innymi istotnymi w przypadku oceny ryzyka lawinowego czynnikami podczas trwania wycieczki.

Ocieplenie spowodowało, że w dolinach śnieg pozostał już niemalże wspomnieniem, a spod żółtawej wciąż trawy wyglądały coraz śmielej fioletowe kielichy krokusów, zwiastując nieuchronne nadejście wiosny.

IMG_9286

Nas w związku z tym czekała długa droga w poszukiwaniu śniegu, gdzie wreszcie można było założyć narty i zacząć faktyczną wycieczkę edukacyjną.

fullsizeoutput_166c

Jednolita pokrywa zaczęła się dopiero w końcu Doliny Małej Łąki, a więc przetuptaliśmy z nartami na plecach czarnym szlakiem z Doliny Kościeliskiej na Przysłop Miętusi i do wspomnianej wcześniej doliny. Tu można było wreszcie przykleić foki i przypiąć narty.

fullsizeoutput_166afullsizeoutput_166b

Następnie Doliną Małej Łąki, żółtym szlakiem, na Przełęcz Kondracką. Szlak dłuższy czas wznosił dość delikatnie przez las i dopiero na samym końcu doliny zrobiło się stromiej. Naszym zadaniem była baczna obserwacja i dzielenie wszelkich uwag co do potencjalnych zagrożeń, więc cokolwiek wartego uwagi wyrażaliśmy głośno, aby cała grupa mogła uczestniczyć w dyskusji i w ten sposób się uczyć. Tomek dodawał swoje komentarze uzupełniające lub korygował błędy.

Warunki na podejściu okazały się dość stabilne, więc część tematów omawialiśmy nieco  bardziej hipotetycznie, dopiero za Przełęczą zaczęły się bardziej rzeczywiste dylematy i „zadania” do rozwiązania. Tomek sprawdzał naszą czujność i spostrzegawczość. Tu żleb, tam depozyt, jeszcze gdzie indziej nachylenie, potem odparzenie pokrywy, pęknięcie, tam nawis lub kombinacja powyższych itp. Ogarnialiśmy wzrokiem nie tylko bezpośredni szlak, po którym się poruszaliśmy, ale też całą okolicę wyszukując „lawinowych pułapek” do skomentowania.

Na Przełęczy Kondrackiej
fot. Tomek Nodzyński, Szkoła Górska Morskie Oko

Od Przełęczy Kondrackiej trzeba było się dobrze trzymać i miejscami przyjmować nieco bardziej opływowe kształty, bo wiatr chciał zmieść podmuchami z grani. Zostało to oczywiście odpowiednio skomentowane i rozpracowane na potrzeby szkoleniowe. Wszak wiatr, a zwłaszcza halny, ma kolosalny wpływ na ewentualne zagrożenia lawinowe.

Ruszyliśmy dalej wietrzną granią, miejscami przystając, aby przedyskutować widoczne zagrożenia lub zastanowić się nad obraniem odpowiedniej drogi. Tymczasem wiatr  wzmagał swoją moc dając nam wyraźnie odczuć, że jesteśmy „persona non grata” na szlaku 😉

30440849_1799463423425625_1120604237973969901_n
fot. Tomek Nodzyński, Szkoła Górska Morskie Oko
30441264_1799463150092319_804446238544233385_n
fot. Tomek Nodzyński, Szkoła Górska Morskie Oko

Najgorzej było przed samą Kopą, gdzie porywy prawie wyrywały z butów, więc zdecydowaliśmy się ominąć szczyt i przetrawersować do okolic Przełęczy pod Kopą. I tu rozpoczęła się najbardziej praktyczna część doszkalania, gdyż teren i warunki budziły mocne podejrzenia i wymagały wysokiej czujności oraz stosowania wyuczonych na kursach lawinowych zachowań redukujących zagrożenie.

A więc pokonywaliśmy trawers przemieszczając się sprawnie i przede wszystkim pojedynczo między grzędami, obserwując jednocześnie stok, a gdy dotarliśmy w bezpieczne miejsce poniżej przełęczy można było poszusować w dół w stronę Hali Kondratowej, mijając po drodze dwa okazałe lawiniska, ku przestrodze 😉

Śnieg był dość mokry i ciężkawy, jednakże i tak była frajda z jazdy.

30414778_1799463233425644_1497851810251762285_n
fot. Tomek Nodzyński, Szkoła Górska Morskie Oko

Na Hali chwila na popas, łyk herbaty czy gorący jeszcze schroniskowy piernik i w drogę. Na szczęście nartostrada jeszcze była przejezdna prawie do końca. Powrót do Krakowa już tak gładko nie poszedł, w korkach, wśród tłumu „krokusów fotożerców”. Jednakże dzień można było uważać za skończony i przede wszystkim owocny.

Długość trasy: 14 km (ok. 6-7 h) Przewyższenia: 1186 m w górę i 1093 w dół Szlak: najpierw zielony, od rozgałęzienia w Dol. Kościeliskiej, potem czarny, i z doliny Małej Łąki żółty i potem zjazd najpierw szlakiem zielonym do Kondratowej i stamtąd kawałek niebieskim szlakiem i nartostradą do Kuźnic.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s